On był pierwszym dżentelmenem polskiego kabaretu. Poetą, który wniósł klasę, inteligentny dowcip, erudycję do polskiej telewizji w czasach PRL. A ona? Ona była iskrą z STS-u. Wieczną dziewczyną, trochę wariatką, z niepojętym apetytem na życie.
Spotkali się, zaiskrzyło. Był romans. Czy sekret? Nie do końca. Były piosenki pisane sobie nawzajem. I listy. Tyle listów! Po latach zebrane, można poczytać. Przetrwały dłużej niż ich tak zwana miłość. „Listy na wyczerpanym papierze” – korespondencja między Jeremim Przyborą a Agnieszką Osiecką to lektura niezwykła. Czy ktoś jeszcze tak umiał pisać o tym, o czym niewielu umie nawet mówić czy pomyśleć?
Mam wprawdzie pewien dylemat natury etycznej – czytać, nie czytać…? Ale te listy to nie wykradzone sekrety, zdradzone interesownie. To dzieła sztuki. Kto nie czytał – nie uwierzy.
(Nie)przypadkowość
„Zupełnie przypadkowo, w przypadkowym towarzystwie znalazłem się w STS-ie, tańczyłem z paroma dziewczynami przypadkowymi, a potem z Tobą — i przypadkowość skończyła się”
- pisał Jeremi Przybora, wspominając pewien lutowy wieczór 1964 roku, kiedy na suto zakrapianym bankiecie po spektaklu STS-u zakochał się w Agnieszce Osieckiej. On miał wówczas 48 lat. Wraz z Jerzym Wasowskim od kilku lat tworzył uwielbiany „Kabaret Starszych Panów”. Podziwiano jego maniery – taki piękny ślad po dawnej, nie tak siermiężnej rzeczywistości. Wielbiono jego talent – piękne, inteligentne i czarujące zabawy polszczyzną, epitety, metafory i słówka składające się w teksty piosenek.
Agnieszka miała lat 27. Niedawno rozwiodła się z Wojciechem Frykowskim. I równie niedawno zdobyła nagrodę indywidualną za „Piosenkę o okularnikach” na festiwalu w Opolu. Stawała się ważną postacią, a ja rzekłabym – barwną osobowością – polskiej kultury.
Musieli być sobą zafascynowani, nie mogło być inaczej. Jak pisała później Magda Umer: „Zakochał się od pierwszego spojrzenia. Wpadł po uszy. Po jej uszy, które darzył uczuciem szczególnym. Nie ukrywał tego, niczego nie kombinował. Ona na początku nie bardzo wiedziała, o co jej chodzi. Uwiodła go z przyzwyczajenia jak niejednego".
Sekrety
Oczywiście, głównie ze względu na Jadwigę para zakochanych poetów musiała się ze swoim uczuciem kryć. Nieśmiało podejrzewam, że Agnieszce mogło to być na rękę – bo po pierwsze w tajemnicy zawsze jest coś pociągającego, a po drugie – czy miała ochotę, wenę na wielkie deklaracje?
Faktem jest, że nie mieli wiele czasu, by być razem. Wiecznie w rozjazdach, zwłaszcza Agnieszka – duch niespokojny – latała po świecie. Ta ich przecudna korespondencja to nie tylko osobiste wyznania zmienione w dzieła małej literatury. To trochę i kronika ówczesnej kultury. Są wzmianki choćby o Kalinie Jędrusik, Barbarze Krafftównej, Jerzym Wasowskim. Dużo tęsknoty, w różnych odcieniach i różnych mniej lub bardziej poetyckich frazach.
Przybora dla „Śpiewaczki Swojej Uciesznej” zostawił żonę, syna i pewność. Zamieszkał z Agnieszką na Pradze. Dużo go kosztowało zakochanie w Osieckiej. Ona aż takiej ceny nie zapłaciła. Poetessa kochała polską gramatykę, wolność i życie, w którym nie mogło być zastoju. Najpiękniej kochali się, gdy tęsknili. Tęskniąc – pisali. Pod jednym praskim dachem wytrzymali ze sobą tak krótko, że brzmi to jak gorzki żart – miesiąc.
Agnieszki i Jeremiego piosenki o miłości
Książka „Listy na wyczerpanym papierze” trafiła w moje ręce pięć lat temu, wiosną. Cudze uczucia, afektacje i wynikające z miłosnych zawiłości dramaty nie są przedmiotami mojego szczególnego zainteresowania, ale polszczyzna stająca się narzędziem poetycko-prozaicznego przekazu potrafi mnie zachwycić. Gdyby Agnieszka i Jeremi potrafili się tak kochać, jak umieli pisać…
I teraz wiem, że gdy Agnieszka pisała te słowa, była w tęsknocie za Jeremim. Ta tęsknota, wespół w zespół z innymi uczuciami, zabarwia wiele piosenek Osieckiej. Ale i Przybora pisał napędzany to tęsknotą, to jakąś obawą przed ulotnością wyobrażonego szczęścia. A wreszcie napisał piosenkę „Podła”, w której zamknął swój gniew.
Piękna zemsta. A czy autorowi przyniosło to jakąś ulgę? Drogi się rozeszły, życie napisało dwie osobne opowieści. Po śmierci Agnieszki napisał: „Agnieszko! (…) Wiesz, że zawsze byłem wdzięcznym odbiorcą Twojego dowcipu, chociaż bywał on czasem ‘dotkliwy’. I to więc, że piszę o Tobie w czasie przeszłym, mogę potraktować jako Twój żart, ale tym razem – bardzo okrutny”.
